#Oczami Bree#
Siedziałam na szkolnym korytarzu z Kelly. Właśnie obgadywałyśmy Stephanie. Mojego, Kelly i Megan wroga numer jeden. Nagle znikąd pojawili się moi wkurzający bracia. Chyba nigdy nie będę mieć od nich spokoju. Lecz okazało się że nie byli sami.
-Bree to jest Marcus, nasz nowy znajomy. Marcus to Bree, nasza siostra.- przedstawił nas sobie Adam. Podałam dłoń Marcusowi, a on odwzajemnił ten gest.
-Miło mi cię poznać Bree.- uśmiechnęłam się nieśmiało i powiedziałam ciche "mi też".
-Dobra to ja będę spadać. Cześć.- odezwała się Kelly.
-Poczekaj chwile.-powiedziałam do niej i pociągnęłam w stronę Marcusa.- To jest moja przyjaciółka Kelly.- zwróciłam się do Marcusa.
-Ciebie też mi miło poznać. Jestem Marcus.- uśmiechnął się słodko. Czekaj co? "Słodko"? Eh wiedziałem że te witaminki, które dał mi rano Adam nie przyniosą nic dobrego.
-Kelly. Mi też miło- podała chłopakowi rękę i odeszła się żegnając. Widziałam jaka była czerwona, potem z nią pogadam.
-Właśnie Bree, postanowiliśmy z Marcusem i Adamem że założymy zespół.-oznajmił podjarany Chase. Już to widzę moi bracia w zespole. Nie dało się tego nie skomentować.
-Taaak. Na czym będziecie grać? Na łyżkach?-zaśmiałam się.
- Marcus i Chasik na gitarze, a ja na perkusji. Nadal myślę że lepiej bym grał na trąbce. Mówię wam ten instrument wymiata. Przyciska się różne guziczki i się dmucha. Fajnie by było...- odpowiedział mi Adam i zaczął swoją bez sensowną gadkę.
-Dobra.- przerwałam mu i przewiesiłam torbę przez ramię.- Muszę już iść, zaraz zacznie mi się fizyka. Zobaczymy się później. Cześć.-pożegnałam się z braćmi i ich nowym kumplem. Odeszłam zanim zdążyli cokolwiek odpowiedzieć. Gdy byłam już pod salą, podeszłam do Kelly i Megan, które siedziały pod ścianą i o czymś gadały. Usiadłam obok i słuchałam, zrozumiałam z tych kilku słów że chodzi o chłopaka, lecz nie udało mi się stwierdzić jakiego, bo zaraz usłyszałam "Hej Bree".
-Hej dziewczyny o kim gadacie?- zapytałam ciekawa.
-O nikim.- skłamała Kelly.
-Proszę cię Kel, nie jestem głupia.- skrzyżowałam ręce na piersiach i żądałam odpowiedzi na pytanie.
-Dobrze tylko obiecaj że nie będziesz się śmiała ze mnie tak jak jak Megan.- poprosiła.
-Śmiałam się z twojej gadki o nim.- przyznała Megan.
-Dobrze obiecuję nie będę się śmiała.- położyła rękę na sercu.
-O Marcusie-wyznała brunetka.
-On ci się podoba?- zapytałam żeby się upewnić.
-No tak.- znowu pojawił się ten rumieniec na jej twarzy
-Serio?-zapytałam z niedowierzaniem. W sumie czego ja się spodziewałam po tym jak strzeliła przy nim buraka i się ulotniła.
-No co? Ładny to on jest chyba mi to przyznasz. Jak dotknął mojej ręki to przeszedł mnie dreszcz i poczułam tzw. "motylki w brzuchu".- rozmarzyła się.
-Nie przesadzasz czasem?- zapytała roześmiana blondynka.
-Nie przesadzam po prostu czuję że on jest moim księciem z bajki na białym koniu.
-Tobie też Adam dawał te witaminki?- zapytałam z nadzieją.
-Jakie witaminki?- zapytała zdziwiona, ale potem we trzy wybuchnęłyśmy śmiechem. I za to je kocham. Oraz za to że tak jak ja nienawidzą Stephanie, z którą znowu mam zajęcia.
-Na prawdę aż takiego świra masz na jego punkcie?-zapytała Meg.
-Wcale nie mam świra.- broniła się
-Dobrze, dobrze niech ci będzie.- uśmiechnęła się blondynka
-Jeśli ci się podoba to pomogę ci się z nim umówić.- rzekłam zrezygnowana.
-Na prawdę? Dziękuje, kochana.- przytuliła mnie.
W tej właśnie chwili zadzwonił dzwonek na lekcję. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy miejsca ja siedziałam z Kelly, a Megan z Troy'em jej chłopakiem. Przez większość lekcji myślałam jak zeswatać przyjaciółkę z Marcusem. Hmm, może by tak zaprosić ją na ich próbę. Tylko gdzie oni mają tą próbę. Zapytam braciszków, nareszcie się do czegoś przydadzą. Nie to że nie kocham swoich braci, kocham, ale trochę mnie wkurzają. Dobra no to Kel przyjdzie na próbę i co dalej?
Eh dobra może pomyślę o tym na historii. Mojej ostatniej lekcji. Fizyka i matematyka to trudne przedmioty, które nie idą mi najlepiej i powinnam słuchać. Co do Marcusa i Kelly to mam nadzieje że uda mi się ich zeswatać i będą szczęśliwi. Zapewne kiedyś mi za to podziękują, oboje nie tylko Kel. Jedno muszę przyznać kumpeli, Marcus jest przystojny.
#Oczami Marcusa#
Siedziałem na chemii i rozmyślałem o niej. Piękne piwne oczy i zabójczy uśmiech utkwiły w moim umyśle. Ciekawe co ona teraz robi? Zapewne słucha nauczycielki, w odwrotności do mnie. Mam nadzieję że zobaczę się z nią jeszcze dzisiaj. W końcu będziemy mieć próby u niej w domu. Więc prawdopodobnie tak. Mieliśmy jakieś zadanie w ławkach. Ale ja oczywiście nie wiedziałem o co chodzi, bo nie słuchałem.
-Leo co my mamy robić?- zapytałem kolegi z ławki.
-Przecież pani Levine mówiła.- powiedział z uśmieszkiem.
-No wiem, ale się zamyśliłem.- przyznałem.
-A o czym tak myślałeś? A może raczej powinienem zapytać o kim?- zaśmiał się.
-Oh no bo ja...
-Dobra nie tłumacz się już, powiem ci na razie tyle żebyś wziął ten wywar z czerwonej kapusty i rozlał go do tych pięciu zlewek.- podsunął mi pod nos wywar i pięć wspomnianych zlewek.
-OK.- odpowiedziałem i zabrałem się do pracy. W tym czasie brunet robił to samo tylko z sokiem z kiszonej kapusty. W między czasie gadałem trochę z Leo i dowiedziałem się że Dooley myślał że będzie pracował sam oraz, że cała klasa musiała przynieść różne rzeczy typu ocet, mydło w płynie, sok z cytryny i wiele innych. Potem okazało się że badamy pH roztworów różnych substancji chemicznych. Nadal w głowie siedziała mi ta jedna osóbka, która ma teraz fizykę.
Po skończonych zajęciach posprzątaliśmy pracownię chemiczną i wyszliśmy na korytarz. Na szczęście zostały tylko dwie godziny lekcyjne i do domu.
-Co macie teraz?- zapytałem moich trzech kumpli.
-W-F.- odpowiedział Leo.
-Matematyka.- rzekł Chase.
-Ja Hiszpański.- przyznał Adam.
-Masz ze mną W-F Adam.-pociągnął za sobą brata Leoś.
-Ja mam z tobą Matematykę.-zwróciłem się do Chase'a i razem poszliśmy pod salę od matematyki.
Spotkałem tam dziewczynę o której myślałem calutką godzinę. Rozmawiała ze swoją przyjaciółką, którą też zdążyłem już poznać. Usiadłem z Chasem na ławce. Gadałem z nim o różnych rzeczach, fajny kolo. Czasami dyskretnie zerkałem w stronę dziewczyn. One też to robiły. Może ja też jej się podobam i teraz o mnie gadają. Chciałbym.
Zadzwonił dzwonek informujący o lekcji. Weszliśmy do sali i zajęliśmy miejsca. Usiadłem z Chasem, a Bree z Kelly. Pani Davis tłumaczyła nam coś, ale niestety znowu jakoś nie byłem zainteresowany tematem. Muszę z nią porozmawiać po lekcji. Nie, głupio zaczynać znajomość podrywając siostrę swoich kumpli. Ale ja muszę, ona jest taka piękna i pachnie lilią.
Przez resztę lekcji pisałem i jednocześnie toczyłem w głowie tego typu walkę. Może i jest osobą towarzyską i pewną siebie, ale przy niej to jakoś mi nie wychodzi. Lekcja się skończyła, choć zostało 5 minut do dzwonka, ale wszyscy gadali, a nauczycielka zaparzyła sobie herbaty. Ostatecznie postanowiłem podejść do niej i tal zrobiłem.
-Bree.-odezwałem się zanim zdążyłbym stchórzyć. Odwróciła się do mnie i spojrzała na Kelly, a potem znowu na mnie i dopiero potem odezwała się.
-Tak?- zapytała tym swoim delikatnym głosem.
-Yyy...bo ja chciałem się ciebie coś zapytać...Yyy no bo ja...nie zapisałem paru notatek w zeszycie i chciałem zapytać czy byś mi nie pożyczyła? Oddałbym ci potem bo i tak przychodzę z chłopakami do was do domu poćwiczyć. Wiesz..- nie wiem jak to się stało że zupełnie co innego przeszło mi przez gardło. Chciałem jej zupełnie coś innego powiedzieć.
-Tak jasne.- podała mi swój zeszyt po czym dodała- Będziecie mieć próby u nas w domu?- spakowała się i staliśmy tak i gadaliśmy.
-Yy no tak. Chase to zaproponował i wszyscy na to przystaliśmy.- strasznie się stresowałem że powiem coś głupiego.
-Na jakim instrumencie grasz?- zapytała się mnie jej przyjaciółka, która również już była spakowana i stała obok nas czego na początku nie zauważyłem.
-Na gitarze.- odpowiedziałem.
-Pokażesz nam kiedyś jak grasz?- zapytała znowu.
-No pewnie.- chciałem zakończyć już rozmowę z nią i porozmawiać z Bree, ale widocznie nie było mi dane, bo usłyszałem wredny dzwonek na przerwę. Innym razem pewnie bym się cieszył, ale nie teraz.
-Dzięki za zeszyt. Pa.- pożegnałem się i wyszedłem z klasy.